środa, 16 lipca 2014

Rozdział 8

         Na wstępie chciałyśmy Wam bardzo podziękować za ponad 10000 wejść, ponad 100 komentarzy, 10 obserwatorów oraz  ponad 20 komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Jesteście świetni, wiecie? :)
Oczywiście, mam nadzieję, że rozdział będzie się podobał. Liczę na Wasze komentarze! :)
Pamiętajcie o naszym hasztagu! #Stayff
_________________________________________________


       Lisa
Nagle znalazłam się w środku lasu. Było przeraźliwie ciemno. Serce załomotało mi szaleńczo w klatce piersiowej. Niebo było czarne, bez żadnych gwiazd czy księżyca. Usłyszałam jakieś kroki.
- Giń – czyjś szept rozległ się tuż za moim uchem.
                Szybko odskoczyłam przerażona, a kiedy nikogo tam nie zauważyłam, ruszyłam biegiem przed siebie. Podłoże raniło moje gołe stopy. Przy każdym kroku krzywiłam się z bólu.  Wiedziałam, że ktoś mnie goni, ale za żadne skarby nigdzie go nie widziałam. Gałęzie od czasu do czasu raniły moją twarz. Poczułam mocne szarpnięcie na lewym policzku. Zignorowałam to i przyśpieszyłam kroku. Dosłownie czułam na karku czyjś oddech, choć wiedziałam, że jak się odwrócę nikogo tam nie będzie.
                Nagle znalazłam się na ogromnej polanie. Przystanęłam zaskoczona. Na niebie znajdował się księżyc w pełni. Był naprawdę wielki. Ruszyłam dalej, zdając sobie sprawę, że ktoś mnie goni. Niestety, już po chwili potknęłam się o coś i upadłam na ziemie. Podparłam się dłońmi i poczułam ostry ból w nadgarstkach. Obróciłam się, chcąc zobaczyć, czy mój prześladowca nadal tam jest. Pożałowałam tego. Wnętrzności podeszły mi do gardła. Na ziemi przede mną leżało ciało. Puste oczy spoglądały na mnie, a usta były otwarte w niemym krzyku. Ciało już zaczynało się rozkładać. Odwróciłam wzrok. Wtedy zauważyłam postać nade mną.
- Nie uciekniesz ode mnie – mówił grubym, męskim głosem.
                Postać była cała czarna. Nie mogłam nic w niej dojrzeć. Wszystko wokół ciemniało, a postać wtapiała się w tło. Uniósł lekko głowę i ujrzałam przerażające ostre zęby, która przyprawiały mnie o ciarki.
- Wszędzie cię znajdę – powiedział, wyciągając w moją stronę swoje szpony.
                Krzyknęłam.
*
- Lis, Lis – usłyszałam dobrze mi znajomy głos – Jestem tutaj. To był tylko koszmar.
                Oddychałam z trudem. Łzy mimowolnie spływały mi z oczu. To tylko sen, powtarzałam sobie. Napotkałam spojrzenie zielonych oczu i od razu poczułam się bezpiecznie. Uspokoiłam oddech.
- Michael – powiedziałam – Co ty tu robisz?
                Znajdowaliśmy się  w moim pokoju. Leżałam na wznak na swoim łóżku, a Michael usiadł na mnie okrakiem i przytrzymywał ręce. Odchrząknęłam.
- Em… Możesz ze mnie zejść?
                Michael spojrzał się na mnie zdziwiony, po czym zszedł ze mnie i usiadł z boku. Podniosłam się lekko i oparłam o ścianę.
- Wybacz – zaczął – Bardzo się rzucałaś i krzyczałaś. Aż dziw, że twoja mama nie usłyszała.
                Uśmiechnęłam się lekko.
- Ma twardy sen. Jej nic nie obudzi – wciąż próbowałam uspokoić moje szaleńczo bijące serce. Uznałam, że rozmowa z Michaelem będzie dobrym rozwiązaniem – Więc… skąd się tu wziąłeś? – powtórzyłam pytanie – Nie miałeś być na imprezie u Ashtona?
- Miałem – odparł – I byłem, ale przynudzali, więc uznałem, że wpadnę do ciebie. – spojrzał się na mnie zmartwiony – I widocznie dobrze zrobiłem.
                Westchnęłam ciężko. Nagle bez żadnego ostrzeżenia Michael przytulił mnie mocno, niemal miażdżąc żebra.
- Michael, co ty…?
- Teraz możesz się wypłakać – odparł, nadal trzymając mnie mocno.
- Dobra… - powiedziałam nieco zdezorientowana – Tylko, ze ja nie zamierzam płakać.
- Nie? W takim razie ja popłaczę.
- Michael – przerwałam mu prędko – Jesteś pijany, mam rację?
                Usłyszałam tylko jak chichocze. Uśmiechnęłam się na ten dźwięk, zawsze mnie rozśmieszał.
- Czy… - zaczęłam, a Michael w końcu mnie puścił i spojrzał się na mnie, wyczuwając niepewną nutę w moim głosie – Czy Sam też tam była?
                Mikey dokładnie wiedział o co mi chodziło. Uśmiechnął się lekko, chcąc podnieść mnie na duchu.
- Tak.
-Pilnowałeś jej?
                Michael westchnął z rozbawieniem i odgarnął kosmyk włosów z mojego czoła.
- Sam jest już dużą dziewczynką, Lis.
- Wiem – powiedziałam – lecz wciąż się o nią martwię.
- Nie masz czym, Calum odprowadził ją do pokoju. Nocuje u Ashtona –przełknęłam ciężko ślinę.
- Calum?
- Tak, został z nią, więc nie masz się czego obawiać.
                Serce załomotało mi w piersi. Poczułam potworny ból.
- Razem? – zapytałam szeptem.
- Tak – Michael wpatrywał się we mnie przez chwilę – Lis, wszystko w porządku?
                Sam i jakikolwiek chłopak, w jednym pokoju… Zawsze to prowadziło do jednego. Uśmiechnęłam się do Michaela, chcąc wszystko zatuszować.
- Jasne.
- Więc chodźmy spać – powiedział – Jestem śpiący.
                Nie sprzeczałam się z nim. Byłam przyzwyczajona do jego obecności w nocy. Michael wskoczył pod kołdrę i zgasił lampkę, którą musiał wcześniej włączyć. Objął mnie ramieniem, a ja ułożyłam głowę na jego torsie.
- Poza tym – powiedział – Ta szrama na twoim policzku wygląda okropnie. Co ci się stało?
                Nie wiedziałam o co mu chodzi, więc dotknęłam lekko lewego policzka. Dłoń mi zamarła, gdy poczułam pod palcami długie podłużne rozcięcie. Przełknęłam ciężko ślinę.
- Przewróciłam się dzisiaj – odparłam swobodnie.
- Ale z ciebie niezdara, mała.
- Wiem – odparłam.
Nawet nie miałam siły się z nim spierać. Skoro nazwał mnie „mała” musiałam jakoś interweniować. Zamiast tego zamknęłam oczy i znów pogrążyłam się w śnie, lecz tym razem nad wyraz spokojnym.
*
Dzisiaj do szkoły podwiózł mnie Michael. Miałam jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia lekcji. Michael miał wcześniej wykłady, a zabrałam się z nim,  po prostu skorzystałam z okazji. Zastanawiałam się, jak on daje radę po wczorajszej imprezie. Pożegnałam się z moim przyjacielem i ruszyłam w kierunku szkoły. Przystanęłam, gdy przed wejściem zauważyłam sam z Calumem. Rozmawiali i śmiali się głośno. Poczułam ukłucie w klatce piersiowej. Sam nigdy nie przychodziła tak wcześnie do szkoły. Wręcz przeciwnie, zawsze się spóźniała. Uciekłam, chcąc stracić ten widok z oczu. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
                Usiadłam pod jakimś drzewem i zaniosłam się szlochem. Sama nie wiedziałam czemu płaczę. Czy to przez to, że byłam pokłócona z Sam? A może to coś związanego z Calumem? Sama nie wiem, co czuję i to mnie okropnie wkurzało.
- Tak wcześnie w szkole? No, jestem pod wrażeniem.
                Podskoczyłam z przerażeniem, na dźwięk czyjegoś głosu. Zerknęłam w tamtą stronę i zauważyłam chłopaka, który również siedział pod tym drzewem. Leżał na trawie i spoglądał na mnie błękitnymi oczami. Lekki wiatr uniósł jego blond czuprynę.
- Wybacz – powiedziałam, ocierając łzy – Nie wiedziałam, że ktoś tu jeszcze jest.
                Wstałam, chcąc się stąd ulotnić. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę. Spojrzałam się na chłopaka.
- Mi to nie przeszkadza. Możesz zostać – uśmiechnął się szeroko – Wydaje mi się, że potrzebujesz ramienia do wypłakania.
                Nie wiem czemu, ale po prostu usiadłam obok i objęłam nogi ramionami.
- Jestem David.
- Lisa price – odparłam nieco zawstydzona.
- Więc, co cię gryzie, panno Price?
                Westchnęłam. Co miałam robić? Czasami dobrze jest wyżalić się nieznajomemu. Prawda?
- Pokłóciłam się z moją przyjaciółką. Teraz widziałam ją z chłopakiem, który chyba mi się podoba.
- Chyba? – zaśmiał się.
- To nie jest śmieszne! – oburzyłam się.
- Owszem, jest – odparł, a ja zmarszczyłam brwi, zniesmaczona – Masz dwa wyjścia. Możesz jej wybaczyć, przecież to chyba nie jest pewne, że spotyka się z twoim chłopakiem.
- On nie jest moim chłopakiem – powiedziałam – Poza tym nie wiem, czy jestem w stanie jej teraz wybaczyć.
-Ale chyba to ty ją pierwsza oszukałaś – odparł. Spojrzałam się na niego zaskoczona. Skąd on niby wie takie rzeczy? Mówiłam mu o tym? – Masz jeszcze drugie rozwiązanie.
- Jakie? – odparłam znudzona. Jak zaraz powie mi, ze mogę wiecznie się na nią obrażać to chyba go zastrzelę.
                Tymczasem wyjął z kieszeni przezroczystą paczuszkę i podał mi ją.
- Możesz użyć tego.
                Wzięłam ją i zaczęłam  oglądać. W środku znajdował się biały proszek. Nic nadzwyczajnego. Nagle zrozumiałam co to jest. Odrzuciłam szybko woreczek Davidowi, tak jakby mnie poparzył.
- Przecież to narkotyki! – zawołałam.
- Nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej.
- To świństwo.
- Twój wybór – odparł – Jak coś, wiesz gdzie mnie szukać.
- Zabawne – mruknęłam i szybko wstałam – Myślę, że już pójdę na lekcje. Na razie.
                               Odeszłam czym prędzej. Usłyszałam jeszcze, jak chłopak za mną woła.
- Miło było cię wreszcie poznać, Liso Price.

                Luke
- Żartujesz sobie ze mnie? – zawołałem do słuchawki – Mam lekcje, a ty powinieneś chyba mieć wykłady.
- To poważna sprawa – burknął Michael.
                Westchnąłem i rozejrzałem się po korytarzu. Akurat była przerwa. Tłumy nastolatków latało w tą i z powrotem. Zauważyłem grupkę chłopaków, którzy otaczali Sam. Jak zawsze. Po drugiej stronie stała Lisa z dziewczynami i zerkała zasmucona na Sam. Niech to szlag. Czułem się winny temu wszystkiemu.
- Chodzi o Lisę – dodał.
                Westchnąłem ponownie.
- Już idę.
- Czekam przed szkołą.
                Rozłączyłem się i ruszyłem korytarzem. Mijając Lisę, uśmiechnąłem się do niej. Odpowiedziała mi słabym uśmiechem. Nagle ktoś zastąpił mi drogę.
- Musimy porozmawiać.
                Świetnie, kolejny.
- Wybacz Calum, śpieszy mi się.
- Czy czujesz coś do Lisy ? – zapytał prosto z mostu. Wpatrywałem się w niego zaskoczony. Pewnie Sam już rozsiewa plotki – czy masz wobec niej jakieś plany?
- Calum, przecież to twoja dziewczyna – odparłam chłodno – Nie dobieram się do cudzych dziewczyn.
- No, nie wiem – powiedział oschle – Ostatnio u niej nocowałeś.
- Nic na to nie poradzę, że dodzwoniła się akurat do mnie – burknąłem. Naprawdę wolałem szybciej załatwić sprawę z Michaelem, niż mieć później problemy w szkole. Przerwy nie trwają wieki – Potrzebowała pomocy, a o ile się nie mylę, do ciebie najpierw zadzwoniła.
- Rozumiem – powiedział.
- Poza tym Lisa jest moją dobrą przyjaciółką, powinieneś to wiedzieć.
- Wiem – Chyba uspokoiłem trochę jego udręczone serce – Dobra, idź gdzie masz iść.
- Dzięki – odparłem i szybko go wyminąłem.
                Wybiegłem przed szkołę. Zimny wiatr zawiał mi prosto w twarz. Przy ulicy zauważyłem samochód Michaela oraz jego samego, opierającego się o maskę samochodu. Podszedłem bliżej.
- O co chodzi? – zapytałem.
- Martwię się o Lisę – odparł smutno – Dziś w nocy miała koszmar. Krzyczała coś w stylu „ O nie! Nie zabijaj mnie!”.
- To chyba nic dziwnego – odparłem – Ludzie miewają koszmary.
- Nie byłoby, gdyby to już nie zdarzało się którąś noc z kolei. Poza tym widziałeś jej ranę na policzku?
                Przytaknąłem. To od razu rzuciło mi się na oczy, ale jeszcze nie miałem okazji z nią o tym porozmawiać.
- Kiedy ją o to zapytałem nie wiedziała o co mi chodzi. Potem wyglądała na wystraszoną i skłamała, że się potknęła  - Michael pokręcił głową – Znam ją całe życie, wiem kiedy kłamie, chociaż ona myśli, że idealnie to maskuje.
- Czyli po prostu cię okłamała. Przyzwyczaj się do tego, ludzie lubią kłamać – skrzywiłem się na swoje słowa. Nie chciałem przyjąć do świadomości, że z Lisą może być coś nie tak, choć w głębi duszy to wiedziałem.
- Boję się, że wpadła w złe towarzystwo, czy coś takiego – kontynuował.
- Czemu w ogóle mi o tym mówisz? – zapytałem – Nie powinieneś rozmawiać o tym z Calumem? Oni przecież są prawie parą.
- Ale wydaję mi się, ze wy jesteście bardziej przyjaciółmi.
- Dzięki – burknąłem.
- Czy mi się zdaję, czy ty…
- Nie – przerwałem mu ostro. Po chwili głęboko odetchnąłem, chcąc się uspokoić. – Chyba masz rację. Ostatnio zadzwoniła do mnie w nocy, ze ktoś się do niej włamał. Na miejscu wszystko wyglądało na nienaruszone. Wątpię, żeby włamywacz wszystko posprzątał.
- Sądzisz, że wyobraziła sobie to wszystko? – zapytał zmartwiony.
                Spojrzałem się w jego zielone oczy i poczułem ciężar na sercu. Michael naprawdę bardzo kochał i dbał o Lisę. Jakby była jego młodsza siostrą. Jeżeli dojdzie do tego, że coś będzie z nią nie tak, chłopak się załamie.
- Nie wiem – powiedziałem szczerze – To mogła być prawda, ale nie wszystko trzyma się kupy.
- Rozumiem – powiedział, po czym otworzył drzwi od strony kierowcy – Wsiadaj.
- Mam lekcje – odparłem z wyrzutem.
- Trudno. Wrócisz potem.
- Żebym prze ciebie nie miał problemów – burknąłem, a Michael zaśmiał się głośno.

Lisa
                Była długa przerwa. Wypatrzyłam Sam. Siedziała sama przy stoliku na dworze. Pogoda była wspaniała. Promienie słońca miło ogrzewały moją twarz. Dotknęłam lekko lewego policzka, które wciąż mnie piekło. Westchnęłam głośno. To idealna chwila, by to zrobić. Podeszłam do stolika.
- Hej – powiedziałam wesoło.
                Sam spojrzała się na mnie beznamiętnie, po czym z powrotem opuściła wzrok na stołówkową breję, którą bawiła się widelcem.
- Hej – burknęła.
- Mogę się dosiąść?
                Wzruszyła ramionami. Nie przejmując się brakiem znaczącej odpowiedzi, usiadłam obok.
- Słuchaj – zaczęłam – Wiem,  że jesteś na mnie zła…
- I to jak – burknęła.
- Rozumiem to – kontynuowałam – Ale jesteśmy przyjaciółkami. Mamy swoje słabe momenty, ale zawsze razem z tego wychodzimy. Dlatego pora opuścić szable i wywiesić flagę pokoju. Przepraszam.
                Sam patrzyła na mnie bez emocjonalnie. Poczułam się trochę zestresowana. Nie wiedziałam, co jeszcze mogłam powiedzieć. Myślałam, że to podziała.
- O – powiedziałam, przypominając sobie o czymś. Popchnęłam w jej stronę papierową torbę – W formie rozejmu, przyniosłam ci to, co lubisz. Bułka Samanthy – tak nazwałyśmy jej ulubiona kanapkę, robioną przeze mnie – Z podwójnym kurczakiem i serem, do tego warzywa, sałata oraz keczup i majonez. No i nie zapomniałam o Sprite.
                Sam wpatrywała się chwilę we mnie, po czym złapała papierową torbę odepchnęła od siebie tacę.
- Trzeba tak było od razu – odparła, wyjmując bułkę – A nie bawisz się w wielką poetkę.
                Zaśmiałam się i wyjęłam z plecaka moją sałatkę, którą zrobiłam sobie rano. Wiedziałam, że teraz między nami będzie tak jak wcześniej. Nie umiemy długo się na siebie gniewać.
-Sam – zaczęłam – Wiesz, ja i Luke… my nie…
- Wiem, wiem – odparła z pełną buzią – Nie powinnam była tak mówić, wybacz.
- Spoko – odparłam i zajęłam się swoją sałatką – Gdzie twoi męscy przyjaciele?
- Ah, te lamusy poszły pomagać tej nowej nauczycielce – prychnęła – Aż ślinią się na jej widok.
- Nie dziwię się – odparłam z uśmiechem – jest bardzo ładna.
- Ta, chyba w cyckach – burknęła.
- Nie tylko cycki się liczą – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- I kto to mówi.
- Wiesz – zaczęłam -  Jeśli chciałaś, mogłaś z nimi pójść.
- wybacz, ale kobiety mnie nie pociągają – odparła ostro – Nie mam zamiaru marnować przez nią przerwy obiadowej, jak tamci idioci.
                Znów się roześmiałam i pokręciłam z rozbawieniem głową. Tego mi brakowało.
- Jedz szybciej, bo mamy teraz WF – schowałam pudełko po sałatce do plecaka.
- Zjadłam – powiedziała Sam, wpychając całą resztę bułki do buzi, a w rękę biorąc puszkę Sprite’a – Idziemy – wymamrotała.

                Luke
                Zniknąłem z dwóch lekcji. Wiedziałem, że mogę mieć kłopoty, ale Michael nalegał. Nie wiem po co zwiózł mnie do ulubionej cukierni Lisy. Postawił mi ciastko i po prostu rozmawialiśmy… o wszystkim i o niczym. Myślałem, że chce od mnie coś ważnego, a on tylko chciał przekąsić coś słodkiego. Kiedy wreszcie odstawił mnie na miejsce miałem za sobą biologię i WF. Uznałem, że dobrze byłoby porozmawiać teraz z Lisą, zważywszy na to, ze Michael przed wyjściem powiedział mi „Pilnuj Lisy, proszę”. Nie wiem, czy chodziło mu o śledzenie jej, niczym jakiś prześladowca, czy może mam co jakiś czas sprawdzać co u niej, ale uznałem, ze teraz przydałoby się zapytać co u niej.   Kierowałem się w stronę szatni. Teraz mieliśmy WF, więc może tam jeszcze być. W połowie drogi spotkałem Sam.
- Hej, nie wiesz gdzie jest Lisa? – zapytałem.
- Pewnie jeszcze w szatni – odparła bezbarwnie.
- Dzięki – mruknąłem i kontynuowałem dalszą drogę.
- Ej! – zawołała za mną – Lucjusz!
                Przystanąłem i odwróciłem się znudzony. Nigdy chyba nie zapamięta mojego imienia. Mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie na wieczność nazywała imieniem postaci z Harry’ego Potter’a.
- Jestem Luke.
- Nie ważne, Lukas. Lisa bierze prysznic, będziesz musiał poczekać, ogierze.
                Przewróciłem oczami i po prostu poszedłem dalej. Po chwili znajdowałem się przed szatnią dla dziewczyn. Przyglądałem się przez chwilę drzwiom. Już wyciągnąłem słoń by je otworzyć, ale zawahałem się. Sam mówiła, że Lisa bierze prysznic. Czy aż tak zależało mi na rozmowie z nią? Nie chciałem też wyjść na zboczeńca.
                Wziąłem głęboki oddech i nacisnąłem klamkę.

                Lisa
                Dzisiaj w ogóle nie mogłam skupić się na zajęciach. Ciągle ziewałam i zaczynałam usypiać. Ostatnio źle spałam. W dodatku na WFie biegaliśmy, a ja oczywiście musiałam coś odwalić. Podczas biegania, gdy byłam na szarym końcu, a reszta dziewczyn już robiła kolejne kółko, potknęłam się i upadłam prosto w błoto. To było okropne. Na szczęście w szatniach są prysznice. Trener pozwolił nam iść się przebrać.
                Wszystkie dziewczyny już się przebrały i wyszły z szatni, a ja nadal męczyłam się ze zdjęciem mokrych ubrań. W końcu Sam również poszła, mówiąc, że mnie usprawiedliwi. Zostałam sama w ciemnej szatni, bez żadnego okna. Jedynie nikłe światło na środku pomieszczenia stanowiło jakiekolwiek oświetlenie.  Po prawej znajdowały się szafki, stojące w kilku rzędach, a po lewej były prysznice. Zdjęłam z siebie w końcu obślizgłe ciuchy i wskoczyłam pod ciepły prysznic. Odetchnęłam z ulgą, gdy przyjemny strumień dotknął mojego ciała, tym samym spłukując ze mnie zaschnięte już błoto. Dotknęłam lekko swoich włosów i jęknęłam, czując pod palcami grudki błota.
Szybko wycisnęłam na dłonie żel pod prysznic. Poczułam cytrynowy zapach. Głęboko wciągnęłam powietrze. Uwielbiałam ten zapach. Dobrze, że byłam przygotowana na nagły prysznic po WFie. Zaczęłam porządnie szorować swoje ciało, a wraz z tym swoje Włost. Trochę piany wpadło mi do oka, a ja oczywiście musiałam jeszcze to przetrzeć.
Spłukałam z siebie pianę. Nagle usłyszałam jakiś trzask, jakby zamykane drzwi. Zmarszczyłam brwi. Nikt teraz już nie ma WFu.
- Halo? – zawołałam, lecz nie dostałam żadnej odpowiedzi – Jest tu ktoś?
                Odchyliłam lekko kotarę i wychyliłam głowę. Nikogo tu nie było. Nagle zauważyłam cień przy szafkach. Szybko zasłoniłam zasłonę i wyłączyłam wodę. Ktoś tu był. Było pewne, że chciał pozostać niezauważony. Tylko proszę nie on… Musze stąd uciec. Złapałam z wieszaka ręcznik i okryłam się nim. Ponownie wyjrzałam zza kotary. Było pusto. Idealna okazja, żeby uciec. Postawiłam krok i jak zwykle, musiałam się wywalić, zrywając tym samym kotarę. Zaplątałam się w nią i nie mogłam za nic uwolnić. Nagle światło zaczęło migotać.
- Cholera – zaklęłam.
                Jakimś cudem wyślizgnęłam się z tej pułapki i szybko przylgnęłam plecami do ściany, akurat w momencie, kiedy zgasło światło. Złapałam potężny oddech.  W tym pomieszczeniu panowały okropne ciemności. Jedyne światło dobiegało ze szczeliny pod drzwiami.  Przynajmniej wiem gdzie mam się kierować. Wzrok powinien mi się zaraz przyzwyczaić do ciemności, ale nie miałam na to czasu. Postawiłam krok. Nagle usłyszałam jakiś hałas, jakby mój oprawca w coś wpadł.
                Serce szybciej załomotało mi w piersi, gdy przypomniałam sobie potwora z moich koszmarów. Już wyobrażałam sobie, jak sunie w moją stronę w tej swojej czarnej pelerynie, uśmiecha się wrednie ukazując ostre zęby, aż wreszcie wyciąga w moją stronę swoje szpony, chcąc mnie dorwać.
                Otrząsnęłam się  tej wizji. Nie czas na to. Zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech. Musiałam dostać się do drzwi. Szybko zaczęłam sunąć przy ścianie licząc, że pozostanę niezauważona i czym prędzej dostanę się do wyjścia. I tak też się stało. Nacisnęłam klamkę i wybiegłam na korytarz. Oczywiście, potknęłam się i wylądowałam na podłodze, a raczej na kimś, kto wylądował na podłodze.
- O Boże, przepraszam! – zawołałam przerażona.
                Chłopak złapał się za obolałą głowę.
- Nie przejmuj się – odparł z lekkim uśmiechem.            
                Wpatrywałam się w niego zaskoczona. On po chwili mnie również zauważył i patrzył się szeroko otwartymi oczami. Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem w samym ręczniku. Mokre włosy spadały mi na twarz, lekko dotykając jego przystojnej twarzy. Poczułam, jak gorące fale zalewają mi policzki.
- Calum, ja… - zaczęłam.
                Nagle chłopak uśmiechnął się do mnie uroczo. Wyciągnął dłoń i wyjął z włosów grudkę błota.
- Cała szkoła już trąbi o twoim wielkim skoku w błoto – zaśmiał się.
- Świetnie – mruknęłam niezadowolona – Zaraz się okaże, że zostanę jakąś Błotną Panną.
- Dokładniej Błotną Lisicą.
                Zmrużyłam oczy i roześmiałam się głośno.
- Lisicą? Kto to wymyślił?
- Pewnie jacyś idioci z pierwszych klas – Calum dotknął lekko kciukiem mojej rany na policzku. Pod jego dotykiem poczułam przyjemne dreszcze, a ból rozcięcia wyparował. Wydawało mi się, jakby studiował tą ranę. Miał zamyśloną minę i ciągle się tam wpatrywał. Nagle spojrzał się prosto w moje oczy. Uwielbiałam zatapiać się w jego czekoladowych.  Po chwili pomógł mi wstać.
- Chodź, odprowadzę cię pod salę.
                Zerknęłam na swój strój. Cud, że ręcznik się jeszcze na mnie trzymał.
- Chętnie, ale może najpierw się ubiorę? – zaśmiałam się nerwowo.
                Calum spojrzał się na mnie, jakby dopiero teraz zauważył mój ubiór. Szybko odwrócił wzrok, a na jego policzkach wykwitły rumieńce.
- Wybacz, nie wiedziałem, ja… - zmieszał się.
- W porządku – powiedziałam.
                Spojrzał się na mnie. Starał się patrzeć tylko na twarz, jakbym była naga, a miałam na sobie ręcznik.
- Em – zawahałam się – Myślałam… to znaczy wydawało mi się, że ktoś tam jest – wskazałam na drzwi – Zgasło światło, więc uciekłam i…
- Ktoś był w środku? – zapytał zaskoczony. Pokiwałam głową – Poczekaj tutaj – wszedł do środka.
                Przebierałam z nogi na nogę. Im dłużej tam był, tym bardziej się o niego bałam. A co jeśli ten potwór go złapał? Drzwi gwałtownie się otworzyły. Poczułam ulgę, widząc zwykłego Caluma.
- Pusto – powiedział – Jesteś pewna, że ktoś tam był? Światło jest w normie.
                Poczułam ukłucie w żołądku. Czy ja wariuję? Kolejny raz tylko ja widziałam mojego prześladowcę, a raczej słyszałam. Mógł wyjść tylko tymi drzwiami, więc co się z nim stało? Wyparował?
- Jestem pewna – odparłam, nie chcąc wyjść na niezrównoważoną psychicznie.
                Calum westchnął, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.
- No nic, teraz nikogo tam nie ma. Idź się ubrać, a ja tu na ciebie poczekam.
                Spuściłam wzrok. Czemu ja jestem taką boi duszą?
- Pójdziesz ze mną?
                Calum spojrzał się na mnie zaskoczony.
- Tam? – wskazał na drzwi – Przebrać się? Ale… Lis… to – zmieszał się.
- Po prostu staniesz tam gdzieś i nie będziesz się patrzył – spojrzałam się głęboko  w jego oczy.
                Chyba zauważył w nich strach, bo po chwili zgodził się, tym samym sprawiając, że czułam się bezpiecznie.
*
- Świetnie – burknęła Sam, szukając filmu na dzisiejszy wieczór – Ale co on tu robi? – wskazała palcem na Michaela.
- To co zawsze – odparł. Leżał na moim łóżku – Niszczę ci życie.
                Przewróciłam oczami.
- Nie możecie czasami być dla siebie mili?
                Michael szybko się poderwał i objął mnie ramieniem.
- Ależ Lis, to jest czysta miłość, nie widzisz? – wpatrywałam się w niego, niedowierzając – Czysta miłość do zatruwania jej życia.
                Nagle dostał skrzydełkiem w głowę. Spojrzał się na Sam, urażony, która nim w niego rzuciła. Patrzyła się na nas bezbarwnie, obgryzając skrzydełko, które wcześniej przygotowała moja mama. Nagle usłyszałam Detroid Rock City, zespołu KISS. Michael wyjął z kieszeni telefon i skrzywił się.
- Kto dzwoni? – zapytałam.
- Mama – powiedział bezbarwnie – Musze to odebrać. Poszukajcie filmu.
                Wyszedł, a ja rzuciłam się na łóżko z głośnym westchnieniem. Ciągle wspominałam moje spotkanie z Calumem. Liczyłam na to, że wreszcie uda nam się razem umówić. Na randkę. Taką prawdziwą randkę.
- Znalazłaś coś? – zapytałam, nie chcąc popadać w zbytnią fantazję.
- Nie – odparła Sam – Ale jestem głodna.
- Przecież masz skrzydełka! – zawołałam oburzona.
- Ale już mi się znudziły.
                Zawsze to samo.
- Pójdę po coś do kuchni.
- Najlepiej.
- Wyszłam  z pokoju i zaczęłam kierować się do schodów.  Przystanęłam, kiedy usłyszałam wzburzony głos Michaela.
- Nie! Kurwa, nie! – zawołał. Zdziwiłam się, że mógł tak powiedzieć mamie. Przylgnęłam do ściany i zerknęłam na niego. Stał do mnie tyłem. W jednej ręce trzymał telefon, a drugą nerwowo poprawiał czuprynę – Odwal się od niej, sukinsynie, rozumiesz? Jeżeli spróbujesz się z nią skontaktować, zabiję cię – Otworzyłam szeroko oczy. Na pewno nie rozmawiał z mamą. W ogóle go nie poznawałam Michael rzadko przeklinał, przynajmniej przy mnie – Nie, kurwa mówiłem. Za dużo już przez ciebie wycierpiała. Nie wolno ci do niej podchodzić, myśleć o niej, mówić o  niej, rozmawiać z nią, dotykać. Nawet pierdolonych ukradkowych spojrzeń! Jeżeli zauważę, że cokolwiek z tych rzeczy zrobisz… Kurwa, nie ręczę za siebie.
                Otworzyłam szeroko buzię ze zdziwienia. To był mój Michael? Czy ja czegoś o nim nie wiedziałam? Dwa wcielenia?  Mikey szybko wystukał coś na telefonie. Kiedy chował go do kieszeni, mój telefon zadźwięczał, mówiąc mi, że mam wiadomość. Szczęście, że miałam przyciszony! Szybko ukryłam się w łazience, nie chcąc by mnie zauważył. Wyjęłam telefon.
„ Nie zapominaj,
        Tylko ja mogę cię tak naprawdę skrzywdzić.
                                  E”

17 komentarzy:

  1. OMG!!
    ja nie moge !! swietny rozdział !
    mike sie na serio wkurzył xd
    kiedy nastempny??

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny rozdział!
    masz talent <3
    kocham to ff

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały *.*
    Czekam na next <3
    Pewnie znowu zaskoczycie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały, ale czegoś mi w nim brakuje... Za mało scen z Ashotnem i Sam (razem), ale to chyba tylko moje zdanie XD Ogólnie rozdział jest wręcz boski, świetnie napisany i wg nie mogę się doczekać kolejnego, mam nadzieję, że pojawi się szybko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlatego, że rozdział jest o Lisie, nie o Sam.
      Rozdziały pisane są na zmianę, następny będzie z Ashtonem i Sam. :)

      Usuń
    2. Aham, fajnie :) Dzięki za wyjaśnienie :* Do następnego <3

      Usuń
  5. Ojej! Nie mogę się doczekać następnego! Kocham Was i to opowiadanie ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :D Zaczynam myśleć, że Lisa faktycznie to wszystko sobie wyobraża. Przecież to jest nieprawdopodobne. Koszmar o potworze - rana na policzku, szybki prysznic - odgłosy skradania, lecz potem tajemniczy ktoś znika. To jest po prostu niemożliwe. Przecież do szatni wchodził Luke, co się z nim stało? Wciągnęło go, czy jak? I kolejny tajemniczy SMS. Jaki znowu E? W sumie to wskazuje na Michaela, wysłał wiadomość w tym samym czasie. I wtedy w nocy też z nią był, mógł ją czymś zadrasnąć. Ale to się w głowie nie mieści! Czemu miałby to robić? Przecież traktuje Lisę jak siostrę, powiedziałabym nawet, że jak kogoś więcej. Z kim wtedy rozmawiał? Z Calumem? Żeby odczepił się od jego księżniczki? A może z tym Davidem? Kto to w ogóle jest? Jak to miło jest mu ją 'wreszcie' poznać? Niczego nie rozumiem, to stało się zbyt kręte. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale trochę nam to rozjaśnicie ;3
    M. xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, świetne!
    Nie mogę się doczekać nexta.
    pozdrawiam
    @fuckinglukeey

    OdpowiedzUsuń
  8. Haalo :( kiedy następny rozdział ? :):*

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy następny??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem w trakcie pisania go.

      Usuń
    2. To dobrze,życzę weny <3

      Usuń
    3. To dobrze,życzę weny <3

      Usuń
  10. kiedy wreszcie będzie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  11. nie chce być nie miła, ale jak go napisze to bd, staram się jak najmocniej pisać go szybko, ale też mam wakacje nie spędzam ich tylko na pisaniu i siedzeniu przed kompem, a wena nie przychodzi ot tak. Takie komentarze również nie pomagają w pisaniu, dziękuje do zobaczenia przy następnym rozdziale.

    OdpowiedzUsuń