środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 9

No i jest, przepraszam że tak długo ale po 1 miałam całkowity brak weny a po 2 mamy wakacje i nie bardzo mogłam znaleźć czas na pisanie. A teraz ta przyjemniejsza część, DZIĘKUJĘ wam z całego serca za ponad 15 tys wyświetleń i ponad 25 obserwatorów. Jesteście niesamowici! ♥ Jeśli możecie to skomentujcie ;]

_______________________________________________________________________

                                        I don't want you to leave, Will you hold my hand?


Ashton
- Nie możesz sobie na tyle pozwalać! - krzyknąłem do słuchawki. Już po odebraniu telefonu i pierwszych słowach mojego rozmówcy mogłem wywróżyć, że ta rozmowa nie będzie do końca przyjemna - Nie jest twoją własnością. - odpowiedział mi tylko sygnał zakończonego połączenia.
     Głuche dźwięki odbijały się echem w mojej głowie. Krew w moich żyłach buzowała. Miałem ochotę coś rozwalić, rozszarpać. Chciałem wyżyć się na czymś, rozładować swoją energię. Podszedłem do łóżka, z którego zabrałem jedną z poduszek i z całej siły rzuciłem nią w ścianę naprzeciw. Na moje nieszczęście przypadkiem zrzuciłem z biurka szklankę, która z hukiem rozbiła się na podłodze. Szkło rozsypało się po całym pokoju, a kolejne niespokojne dźwięki dotarły do moich uszu. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, pot zalewał mnie od stóp do głowy. Czułem, że moje ciało niemal płonie.
- Kurwa mać - zakląłem pod nosem i schyliłem się, aby pozbierać kawałki szkła.
Podparłem się szybko ręką, kiedy zakręciło mi się w głowie. Odłamki szklanki pokaleczyły moje dłonie, ale nie zwróciłem na to uwagi. Złość powtórnie ogarnęła moje ciało i energia niespodziewanie wróciła. Ścisnąłem szkło znajdujące się w mojej dłoni i cisnąłem nim o podłogę. Odłamki odbiły się w stronę okna i dźwięcznie rozbiły na ścianie. Podniosłem się i zabrałem kurtkę z krzesła stojącego obok biurka. Szybkim krokiem zszedłem po schodach na dół i wziąłem kluczyki od mojego samochodu z blatu kuchennego, kładę je tam za każdym razem.  Ich miejsce powinno być na wieszaku, lecz dziwnie by było gdybym nie miał ich ciągle na widoku gdzieś w dostępnym miejscu. Znając życie zapominałbym gdzie je zostawiam i wiecznie bym się wszędzie spóźniał. Ubrałem buty i wyszedłem przed dom. Wiatr dmuchnął mi w twarz poczułem chłód na swojej skórze, więc ubrałem moją kurtkę na ramiona. Potarłem kilkakrotnie rękoma o siebie, bo wydawało mi się, że na zewnątrz panuje straszny chłód. Siadłem za kółkiem, przez chwile patrząc tępo na widoki za przednią szybą. Po chwili ruszyłem na  jedną z ulic w Sydney z dużą prędkością, po prostu przed siebie. Poczułem przeraźliwe ukłucie w okolicach skroni. Straciłem na chwile panowanie nad kierownicą i skręciłem gwałtownie w bok. Złapałem się jedną ręką w miejsce, które mnie kuło. Napad bólu się powtórzył, więc zatrzymałem samochód na poboczu. Szybko wyjąłem telefon z kieszeni kurtki i wykręciłem numer. Sygnały trwały wieczność, głowa pękała mi w szwach, nie mogłem znieść tych dźwięków. Poczułem nagłe uderzenie gorąca, moje ciało słabło. Wreszcie odebrał.
- Calum! - krzyknąłem stłumionym przez ból głosem do słuchawki. Miałem nadzieję, że jest sam i uda mi się z nim porozumieć  - To znów się dzieje, znów to samo - moje ciało coraz bardziej traciło wszystkie siły, a przed oczami widziałem biało-czarne plamki, ręce drżały i traciły władze, a sam osuwałem się w dół na siedzeniu.
- Gdzie jesteś? - zapytał, a gdy po dłuższym czasie nadal mu nie odpowiedziałem ponaglił pytanie tym razem głośniej - Ashton, gdzie ty do cholery jasnej jesteś?!
- Rozelle street - dodałem szybko coraz bardziej słabnącym głosem, oddychałem nierównomiernie i poczułem jak całkowicie opadam z sił.

                                                                          ***
               Biegłem ile sił w nogach, już prawie ją miałem. Była na wyciągnięcie ręki, a nadal tak nieosiągalna. Starałem się przyśpieszyć, lecz wydawało mi się, że dziewczyna tym bardziej oddała się ode mnie. Czułem jak ją tracę. Księżyc lekko oświetlał drogę którą biegłem, była nierówna i mokra. Nawoływałem jej imię, nic nie pomagało. Ignorowała wszystkie dźwięki. Potknąłem się, upadłem z impetem, mocno uderzając o ziemie. Nie mogłem pozwolić jej uciec, nie teraz. Jeśli pozwolę jej odejść to nigdy nie wróci. Zerwałem się do ponownego biegu. Serce mocno waliło mi w piersi, oddech przyśpieszał z każdą sekundą.

- Zatrzymaj się proszę – krzyknąłem, gdy opadałem z sił. Dziewczyna zatrzymała się szybko i odwróciła w moją stronę.
- Jesteś potworem! Czy ty tego nie widzisz?! - krzyknęła w moją stronę, nie wiedziałem co ma na myśli. Chodziło jej o mój wygląd czy zraniłem ją w jakiś sposób? - Zostaw mnie w spokoju! - znów ruszyła w tym samym kierunku co parę sekund temu.
Poczułem potrzebę wyjaśnienia jej wszystkiego, choć sam tak do końca nie miałem pojęcia skąd się tu znalazłem i co takiego sie wydarzyło. Dostrzegłem migające światła, byliśmy blisko ulicy. Dziewczyna biegła ciągle tym samym tempem. “Już niedaleko”,  powtarzałem sobie w myślach. Miałem cichą nadzieje, że przy ulicy się zatrzyma, nie ma stamtąd innego wyjścia, przecież nagle jej nie przeskoczy. Miałem racje. Dobiegliśmy do drogi i dziewczyna zatrzymała się. Zbliżyłem się, wystawiając delikatnie w jej stronę rękę.
- Odejdź! - krzyknęła i postawiła mocny krok w tył. Jedyne co mogłem zobaczyć to światło. Czy właśnie ją straciłem?

Samantha
         Siedziałam u Lisy, kiedy zadzwonił do mnie Calum z prośbą o przybycie do jego domu. Mówił, że bardzo mnie potrzebuje i tylko ja mogę mu teraz pomóc. Polubiłam go ostatnio i nie uśmiechało mi się przebywanie z Michaelem w jednym miejscu, mieszkaniu, pokoju a na dodatek na tej samej kanapie, więc postanowiłam wyjść z naszego seansu. Spławiłam ich mówiąc, że tata dzwonił i ma do mnie jakąś pilną sprawę, nie chciałam mówić przy Cliffordzie jakie są moje plany, bo zaraz podejrzewałby mnie i Caluma o jakiś chory romans. Ten człowiek nie miał chyba innych zajęć niż uprzykrzanie mi życia. Chciałam zamówić taksówkę, ale po przejrzeniu zawartości mojego portfela wiedziałam, że nie stać mnie nawet na przejazd do końca ulicy. Musiałam nauczyć się oszczędzać, albo znaleźć lepszy sposób na uzyskanie gotówki. Przeklinałam w głowie siebie za to, że nie zdałam jeszcze kursów na prawo jazdy, ale cóż, nie było mnie na to stać. Żyłam z tatą dość biednie i tylko raz na jakiś czas mogłam pozwolić sobie na jakieś małe szaleństwo. Mówiąc małe szaleństwo mam na myśli jakąś imprezę po której i tak nic nie pamiętam. Telefon w mojej kieszeni zawibrował.
- Słucham? - powiedziałam grzecznie do telefonu, lekko się uśmiechając, tak jakby osoba po drugiej stronie mogła to dostrzec.
- Sam, proszę pośpiesz się. On nawołuje twoje imię - powiedział mój kolega. W jego głosie mogłam usłyszeć nutkę strachu? Ale czego tak właściwie sie bał? Przecież nie mówił mi wcześniej nic o tym, że z kimś u siebie siedzi, a tym bardziej o tym, że ta osoba mnie zna.
- Kto nawołuje? Calum o co chodzi? – dopytywałam, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji o tym z kim tak właściwie mam się zaraz spotkać.
- Ashton, on jest ostatnio… - nie dokończył, tak jakby nie chciał mi o niczym mówić - Gdzie jesteś?
- Wyszłam niedawno z domu Lisy.
- Jak długo będziesz tu jechać? - w kółko zadawał pytania, czułam się jak na jakimś marnym przesłuchaniu telefonicznym w stylu nadopiekuńczych rodziców.
- Będę szła, Cal. To taka forma komunikacji miejskiej dla biedaków - zażartowałam.
- Jadę po Ciebie - odpowiedział i szybko się rozłączył, nawet nie zaśmiał się z mojego żartu.
Zdezorientowana stanęłam w miejscu i zrobiłam głupią minę do telefonu. Robię to często, choć wiem, że osoba z którą rozmawiam mnie nie widzi. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę przystanku autobusowego. Skoro Cal i tak miał zamiar pofatygować się tu po mnie autem, to po co miałam sie męczyć? Ledwo zdążyłam usiąść wygodniej i pobawić się moim telefonem, gdy ciemne auto zajechało z piskiem opon na przystanek. Gdybym była jakąś większą fascynatką aut, lub czymś w tym rodzaju, pewnie rozpoznałabym markę, ale jak dla mnie to nie miało różnicy. Wszystkie auta były marki “Auto”. Wsiadłam i zapięłam pasy, oparłam się wygodnie i spojrzałam wyczekująco na chłopaka, zaczął mówić.
- Od kilku dni coś złego dzieje się z Ashtonem. Rozumiem wszystko, stres na uczelni, problemy rodzinne, ale on zawsze wszystko miał w dupie i dbał tylko o swój czubek nosa, chciał ukończyć tę szkołę i wyjechać, więc nie przejmował się drobiazgami - popatrzyłam na chłopaka i zamrugałam kilka razy po czym wybuchłam śmiechem.
- Nie zrezygnowałam z darmowej wyżerki i możliwości gnębienia Clifforda, tylko po to aby wysłuchiwać historii życia Ash’a - dodałam lekko rozbawiona, kręcąc głową. Otworzyłam schowek od strony pasażera i zaczęłam przeglądać jego zawartość.
- Powiem prościej, tak żebyś zrozumiała - spojrzałam się na niego jak na głupka, co chciał przez to powiedzieć?  - Ashton ma przez ciebie problemy.
- Przeze mnę? Nie rozumiem jak - nawet nie zerkałam na chłopaka, ciągle grzebiąc w jego schowku. Wyciągnął rękę w moją stronę i z impetem zamknął klapę od skrytki.
- Blondynka nie jesteś, ale rozumem tez nie grzeszysz - dodał chamsko się uśmiechając, zachowywał się dziś jakoś dziwnie - Odkąd pojawiłaś się w jego życiu… - znów mu przerwałam.
- To wy powaleńcy wleźliście niezaproszeni na moje urodziny - chłopak zignorował moja uwagę i kontynuował swoją wypowiedź.
- ...odkąd się w nim pojawiłaś ma same problemy. Przestał odzywać się z Cait, nie ma na nic czasu, ustawia sobie grafik według twojego “widzi mi się” i olewa nasze próby - mówił z dąsem.
- Ale wytłumacz mi co ja mam z tym wspólnego!?
- Nie wiem. Wiem, tylko że to twoje imię woła przez sen i to o tobie ciągle gada, nie robi nic innego - dodał i nie wydawał się być tak radosny jak na ostatnim grill’u u Ash’a, kiedy to wylądowaliśmy w jednej sypialni i szukał porady miłosnej.
- I co? i niby moją winą jest to, że się chłopak zadłużył, czy może to że śnie mu się co noc? Nie mam z tym nic wspólnego!
- A te twoje SMS’y?! - wykrzyknął chłopak, wyraźnie niezadowolony z mojego zachowania.
- Jakie SMS’y? - po chwili do mnie dotarło o co tak właściwie może chodzić Calumowi, czy on wiedział o SMS’ach od N? - Zaraz, skąd wiesz o SMS’ach. Nikomu o tym nie mówiłam! - chłopak milczał starając się starannie zaparkować samochód w garażu - Calum! - krzyknęłam - Od kogo wiesz o tych pieprzonych SMS’ach?! Grzebałeś w moim telefonie?
- Masz coś z tym zrobić – powiedział, wysiadając z samochodu i podchodząc do drzwi garażowych - Sam nie przywrócę go do normalności - dodał i wszedł do domu. Zamurowało mnie, jak Calum dowiedział się o tych SMS’ach. Może przeczytał je kiedy usnęłam, na tym przeklętym grill’u. Byłam zmieszana, więc udałam się do domu Hood’a, żeby zobaczyć o co tak właściwie mogło mu chodzić kiedy mówił o “przywracaniu Ash’a do normalności”.  Dzwonek w telefonie zasygnalizował przyjście nowej wiadomości;

                                              “Tylko my znamy prawdę, pamiętaj.
                                                                                          N”

Bałam się, że to oznaczało jedno.

                                                                                          *

               Otworzył oczy. Jego ciało wciąż poruszało się niebezpiecznie po łóżku, wydawało mi się to śmieszne. Wyglądał jakby gdzieś biegł, a w rzeczywistości nadal spał. Spojrzałam w jego oczy, źrenice były poszerzone, tak jakby się czegoś bał, albo po prostu przyćpał.
- Sam jesteś cała! - krzyknął i mocno mnie do siebie przytulił, odepchnęłam go raptownie. Spojrzał na mnie oczami pełnymi troski. O co mu mogło chodzić i czemu miałabym być w kawałkach?
- Zjarałeś się? - zapytałam twardo, zakładając rękę na rękę na wysokości klatki piersiowej.
- Nie nic podobnego - wymachiwał rękoma, dostrzegłam plamy krwi na jego kurtce. Tak swoją drogą to kto normalny nosi grubą kurtkę skórzaną w upalny dzień? Złapałam go za łokieć i przyciągnęłam jego rękę bliżej, aby dokładniej przyjrzeć się co było przyczyną tych plam.
- To trzeba opatrzyć. – powiedziałam. Kiedy już wszystko dokładnie obejrzałam wstałam, kierując się w stronę drzwi do łazienki, w której znajdowała się apteczka. Calum wyprzedził mnie i szybko podniósł mi apteczkę pod sam nos, mówiąc tylko krótkie “zajmij się tym”. Wkurzona wróciłam na moje poprzednie miejsce i pociągnęłam za kurtkę Irwina.
- Auć - syknął z bólu - Możesz być czasem bardzie delikatna i no nie wiem dziewczęca? – zapytał, czym wkurzył mnie jeszcze bardziej.
- Nie marudź - sparaliżowałam go wzrokiem - Inaczej sam sobie to opatrzysz.
- Boli mnie ręka! - krzyknął, powiadamiając mnie o czymś, co doskonale wiedziałam.
- Jak kopnę cię w kolano, to będzie cię boleć kolano, to chyba logiczne durniu - odpysknęłam i spojrzałam na dłoń Ashtona, nie wyglądało to dobrze. Nie widziałam rozcięć, bo krew która wcześniej najwyraźniej kapała z jego dłoni poprzysychała do skóry. Wstałam bez słowa i przyniosłam zwilżony ręcznik z łazienki, położyłam sobie jego rękę na kolanie i delikatnie przemywałam. Przyglądał się moim ruchom, jakby był zahipnotyzowany i starał się wszystko zapamiętać. Po chwili mogłam dostrzec już porozcinany naskórek, kilka odłamków szkła nadal tkwiło w jego ręce.
- Nie poradzę sobie z tym sama - skierowałam się w stronę Caluma, wyczekując aż dostanie telefon ze swojej kieszeni i zadzwoni po pomoc.
- A ja nie zawiozę go na pogotowie.
- Czemu? - podniosłam głos.
- Piłem już coś i jeśli wyczują to narobię sobie problemów.
- Zadzwońmy po Lisę - wstałam i sięgnęłam do plecaka, wcześniej położonego na obrotowym krześle obok biurka.
- Nie! - wydarł się Ash jakby się czegoś obawiał - Nie potrzebujesz jej, dasz sobie radę - brzmiał tak, jakby na siłę starał się dodać mi otuchy.
         Nie wnikałam więcej w ich męski tok myślenia i znów usiadłam obok poszkodowanego.
- Tylko nie mów, że nie ostrzegałam - powiedziałam i zabrałam się do „operacji”.  Opłukałam jego rękę woda utlenioną i poprosiłam Hood’a, aby przyniósł jakąś pęsetę. Starałam się być jak najbardziej perfekcyjna i opanowana przy wyciąganiu odłamków z ran. Znając mnie niejednokrotnie zraniłam, uszczypnęłam bądź ukułam czymś Ash’a, ale skrupulatnie starał się to ukryć. Odkaziłam jego rękę ponownie i owinęłam bandażem elastycznym, tak samo zrobiłam z 2 dłonią.
- Przepraszam, że przeszkadzam - powiedział nagle blondyn.
- Czego?
- Zdaje mi się że coś jeszcze wpadło mi do oka.
- Szkło?! - zapytałam lekko wystraszona, bo jak ja miałabym je stamtąd wyjąć?
- Jakiś pyłek, czy coś podobnego. Mogłabyś zerknąć? - dodał nagle i szeroko się uśmiechnął. To było urocze, uwielbiałam kiedy to robił, wyszczerzał te swoje białe ząbki jak najbardziej tylko mógł, dodawało mu to uroku.
- Jasne zbliż się - chłopak przysunął swoją twarz bliżej mnie, spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się - Które oko?
- Prawe - skierowałam mój wzrok w tamtą stronę. Lustrowałam jego oko przez pewien czas, nie mogąc nic dostrzec. Objęłam jego twarz swoimi dłońmi i jeszcze bardziej się przybliżyłam. Zauważyłam podwiniętą rzęsę, którą lekko zrzuciłam i spadła na jego policzek. Kciukiem przejechałam po jego skórze, aby ostatecznie pozbyć się problemu. Wpatrywał się we mnie. Jego wzrok był nieziemski. Pozbyliśmy się intruza z oka Ash’a, ale nadal pozostaliśmy w tej samej pozycji.

Ashton
         Wpatrywałem się w jej niebieskie tęczówki, kiedy obejmowała moją twarz. Zbliżyłem sie do niej jeszcze bardziej. Teraz stykaliśmy się nosami. Lekko trąciłem ją, na co odpowiedziała szerokim uśmiechem.
- Kocham gdy to robisz - powiedziałem do dziewczyny szeptem.
- Ale co robię? – zapytała, lekko przymykając oczy.
- Kocham twój uśmiech, panno Collins - powiedziałem i musnąłem jej usta.
- Przepraszam, że przeszkadzam - usłyszeliśmy nagle męski głos za nami. Sam odskoczyła ode mnie jak poparzona. Nie wiedziałem czy chodziło o to, że Cal wszedł do pokoju, czy o to co zrobiłem - Ale przyszedł Luke, Michael i Lisa.
- Co kurwa? - powiedział spanikowana Sam - Powiedziałam im, że tata dzwonił i prosił abym przyszła, co ja teraz zrobię?
- Powiem im, że spotkałem cie, jak spacerowałaś po mieście, wmówmy im, że już po rozmowie z tatą. - Calum wymyślił plan na szybko.
- A co z moimi rękoma? - zapytałem nagle, wydawało mi się, że o mnie zapomnieli.

- Nie będziesz musiał nic tłumaczyć, przecież wszyscy doskonale wiedzą jaką niezdarą jesteś - powiedziała Sam, a gdy zauważyła, że przyglądam się jej wystawiła w moją stronę język. - I czego się lampisz? - dodała uśmiechnięta.
Skierowała się w stronę schodów i kiwnęła ręką, abym poszedł za nią. Po przekroczeniu progu drzwi od pokoju Caluma można było usłyszeć śmiechy i rozmowy, zeszliśmy razem na dół.
- Ashton? - usłyszałem głos Luke- To ty nie z Cait?
- Jak widać nie - uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem obok kumpla. Nie chciałem o niej rozmawiać, ostatnio mieliśmy parę spięć i ostatecznie powiedziała, że potrzebuje czasu. Rozglądałem się chwilkę po wszystkich siedzących w salonie. Sam miała rację, nikt nie zwrócił uwagi na moje dłonie. Zadowolony rozsiadłem się bardziej na kanapie, dziewczyny wyszły na chwile z pokoju i byłem pewien, że Lisa chciała dopytać co ona tu tak właściwie robi. Czasami zastanawiałem się czemu Lisa traktuje Collins jak swoją młodszą siostrę, ale tego chyba nigdy się nie dowiem.
- To co planujemy? - zapytałem - Wychodzimy na miasto?
- Tak, ubierać się - powiedziała Price - Idziemy do klubu kilka przecznic dalej. Wreszcie się zabawimy! – krzyknęła. Nasza mała grzeczna Lis chyba się zmienia, przecież nigdy nie imprezowała, wolała siedzieć w domu ze znajomymi i oglądać film. Teraz stała w salonie, ubrana w sukienkę i trampki, pięknie uczesana, widziałem jak Hood ciągle zerka w jej stronę nie mógł oderwać od niej wzroku. - Dawać, dawać wychodzimy.

Samantha
         Weszliśmy do klubu. Już w progu muzyka ogłuszała, a na parkiecie było widać pełno kręcących tyłkami dziewczyn. Skierowaliśmy się wszyscy w stronę kanapy stojącej w rogu klubu. Usiedliśmy, a Luke zaproponował mi pójście z nim po alkohol dla wszystkich. Zamówiliśmy dla każdego po drinku, aby się lekko rozkręcić. Przy barze zauważyłam dobrze znaną mi sylwetkę, na początku myślałam że się mylę, ale nic mniej mylnego. Na wysokim barowym krześle siedział mój stary kumpel David,  wysoki niebieskooki blondyn siedział zgarbiony na fotelu, zaniosłam alkohol do naszego stolika i przeprosiłam znajomych na chwilkę, podeszłam do blondyna od tyłu i lekko złapałam w tali.
- Witam! - uśmiechnęłam się do niego, ukazując moje zęby. - Co robisz tu sam? Ty. David. Sam. W klubie. Bez żadnej panienki? – zapytałam, lekko chichocząc.
-Oh, a kogo moje oczy widzą, Sam! - przytulił mnie chłopak - A nawiązując do twoich pytań mógłbym o to samo zapytać ciebie – powiedział, lekko unosząc kąciki swoich ust do góry.
- Jestem tu ze znajomymi, jeśli chcesz to możesz się dosiąść.
- Nie chcę się narzucać - odpowiedział mi, robiąc duże oczy.
- Oni są specyficzni, nie będą mieli nic przeciwko - starałam sie namówić chłopaka, nie widziałam go dość długo, a był jednym z moich najlepszych kolegów z podwórka.
- Może innym razem Samantha. A teraz idź do nich, bo pewnie na ciebie czekają - uśmiechnął się do mnie chłopak. Dopił do końca trunek ze szklanki i wstał - Idę na parkiet może uda mi się coś wyrwać - powiedział mi na ucho i zniknął z zasięgu mojego wzroku.
Wróciłam do stolika i usiadłam. Zaczęłam sączyć mojego drinka, lecz czułam na sobie spojrzenia, podniosłam wzrok z nad szklanki z kolorowym alkoholem i popatrzyłam po znajomych.
-Czego? - zapytałam dość oschle.
- Kto to był? - zapytała Lisa, która wyglądała na dość zamyśloną.
- David, mój stary znajomy jeszcze z czasów pieluch.
- I tak nagle spotykasz go w klubie i rozpoznajesz - zadrwił Ash, chciałam to przemilczeć, więc szybko zmieniłam temat.
- Idziemy na parkiet? - dopiłam swojego drinka kilkoma łykami, i oparłam się o stolik.
- Jasne - ku mojemu zdziwieniu odpowiedział mi Calum, nawet ucieszyłam się na te wiadomość, Hood był przystojny, nie będzie mi wstyd pokazać się z nim na parkiecie.  Zaczynaliśmy odchodzić od stolika, kiedy usłyszeliśmy nawoływanie Lisy, podbiegła do nas z chęcią dołączenia się do zabawy.
         Lisa była nie do poznania ocierała się o Caluma przy każdym możliwym ruchu, albo nieźle się nawaliła albo brunet serio podpadł jej do gustu. Postanowiłam nie próżnować podeszłam tanecznym krokiem do naszego stolika i wyciągnęłam rękę w kierunku Luke’a. Na początku się opierał, ale po kilku namowach zgodził się wyjść ze mną na parkiet. Podeszliśmy do Lisy i Caluma i zaczęliśmy tańczyć. Z głośników wydobywała się rytmiczna muzyka, która aż sama ponosiła moje ciało, położyłam jedna rękę na ramieniu Luke’a i delikatnie kręciłam biodrami, ku mojemu zdziwieniu tańcząca obok Price powtórzyła ten sam ruch. Czy ona właśnie mnie naśladowała? To niech zabawa się zacznie. Odwróciłam się tyłem do wyższego o parę centymetrów ode mnie Luke’a i objęłam jego szyję. Jego odruchem było delikatne objęcie moich bioder, którymi kręciłam przy jego miednicy. Znów to samo brunetka powtórzyła moje ruchy, nie chciałam dać tak łatwo za wygraną, a przy okazji chciałam popatrzeć jak daleko może posunąć się Lis. Teraz stałam z boku, blondyna, który wpatrywał się w Lisę jak zahipnotyzowany, mimo jej niezdarnych ruchów. Złapałam chłopaka za rękę i wykonał mną kilka obrotów, Calum również wkręcił się do zabawy i powtórzył nasze ruchy, teraz stałam naprzeciw Luke’a, klatką piersiową dotykałam jego, oddychaliśmy szybko, wreszcie patrzył na mnie. Szybko zjechałam na dół, przytrzymując się jego nogi, podniosłam się szybko. Brunetka, próbując powtórzyć ten ruch, upadła. Podnieśliśmy ją i wszyscy ruszyliśmy do stolika, śmiejąc się na cały głos.
- Epicki upadek - powiedział Michael, gdy tylko Lisa usiadła.
- Przestań - szturchnęła go w ramie, zawsze dziwiło mnie jak mogą się tak dobrze dogadywać.
- To co, pijemy? - zaproponował Irwin, wstał i razem z Michaelem poszli na bar. Zaproponowałam Lisie wyjście do toalety, przedarłyśmy się przez tłum tańczących ludzi i wreszcie dotarłyśmy. Lisa poszła sie załatwić, a ja wyjęłam telefon z kieszeni. Nowa wiadomość, wiedziałam od kogo jest.

                                      „ Fajnie było popatrzeć na twoje kocie ruchy.
                                                                                           N ”


Czy to oznaczało, że on jest w klubie i właśnie mnie obserwuje?

14 komentarzy:

  1. Zajebisty rozdział. Nie mogę się doczekać kolejnego! Mam nadzieję, że w następnym rozdziale pojawi się coś drastycznego. Bardzo drastycznego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Geez, kto to jest ten N. i E.? Niech to się w końcu wyjaśni!!!!! NO I OCZYWIŚCIE TEN POCAŁUNEK <333 Mrrr...... What the heck???? Jak on może ją obserwować?!?!!!? love ya<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! :) Ten moment jak Sam zaopiekowała się Ashtonem ...mmm..^^
    Z drugiej strony Sam wkurza mnie , bo przystawia się do każdego chłopaka! I czy ona nie widzi, że Calum podoba się Lisie, a ona jemu?
    I czemu Cal poszedł tańczyć z Sam?
    Oni wszyscy pozamieniali się chyba rolami XD
    Pozdrawiam, czekam na nexta, buziaki :*
    @19_Martyna_97

    OdpowiedzUsuń
  4. Lisa nie do poznania. rozdział boski czekam na nexta x

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe , czekam na następny i życzę weny :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze nie ogarniam tego ff ale mi się bardzo podoba <3
    Teraz tylko marze o tym by po między Sam i Ash'em coś było..
    Życzę dużo weny i udanej końcówki wakacji <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny, wspaniały, cudny *.*
    Mam nadzieje że następny rozdział pojawi się prędko <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam, chciałabym zaprosić Cię na Katalog opowiadań o 5 Seconds Of Summer!
    Zapraszam do zgłoszenia się!

    [katalog5sos.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  9. Znowu kompletnie niczego nie rozumiem i w sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Co się dzieje z Ashtonem? Dlaczego wie o tym tylko Calum? I co do tego ma Sam? Czyżby to Irwin okazał się być ich prześladowcą przez swoją obsesję/chorobę/inne gówno? I po cholerę ja się tak o wszystko pytam?! Przecież mi nie odpowiecie. A przynajmniej na razie. Fabuła tego opowiadania mnie przerasta. To dobrze, przynajmniej się nie nudzę i mam stałe tematy do rozkminy podczas bezsennych nocy. Jedyne co udało mi się pojąć w tym rozdziale, to zmysłowa rywalizacja pod koniec. Jestem za! Ale z moich dotychczasowych rozmyśleń wynika, że idziecie taktyką "każdy z każdym". Zanim przyzwyczaję się do relacji Lisa-Michael, Wy już wprowadzacie Lisę-Caluma. Tak samo Samantha-Ash, chwilę potem Samantha-Luke. To ryje mi psychę i sprawia, że niczego nie mogę być pewna. Moment Smash (to chyba najlepiej pasuje do pairingu Sam i Ashtona) był najbardziej uroczą chwilą w całym opowiadaniu. Shippuję ich! Ale równocześnie zaintrygowała mnie postać Davida. Na marne byście go tu nie wprowadziły i to na tak krótką chwilę. Namiesza? A może to właśnie on ma związek z tymi sms-ami? Czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że odkryjecie w nim kolejny rąbek tajemnicy. xx

    Btw. nie nudzi Was czytanie moich przerażająco długich komentarzy? Może mam się ograniczać do np. stu słów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaramy się odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania ale to w trakcie opowiadania ;) i oczywiście że nie nudzą nas twoje komentarze wręcz przeciwnie zawsze czekamy na nie z niecierpliwością i niejednokrotnie czerpiemy z nich inspiracje, bynajmniej ja ;) Btw. Smash, hym świetna nazwa paringu ;p

      Usuń
    2. Hahahahahah. SMASH!
      Cudowne xd
      Ireth, nawet nie wiesz jak uwielbiamy twoje komentarze xd

      Usuń
    3. Dopiero teraz zauważyłam, że mi odpowiedziałyście XD W takim razie nie zostaje mi nic poza wpadnięciem w samozachwyt, dwie utalentowane pisarki czerpią inspiracje z moich komentarzy! Czasami potrafię pierdolić o jednym i tym samym w opinii o długości kartki A4, więc staram się jako tako ograniczać, żebyście nie poumierały z nudów podczas czytania XD

      Usuń
  10. Cudowny.
    Zapraszam do mnie.
    http://hot-water-5sos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń